piątek, 12 stycznia 2018

Sylwester w Krakowie

Główny cel podróży: Zabawa sylwestrowa
Tematy pośrednie: Zwiedzanie Centrum Jana Pawła II, sanktuarium w Łagiewnikach, Wawel, rynek główny
Data: 31.12.2017-01.01.2018

    Ostatniego dnia roku razem z Alą postanowiliśmy jechać na sylwestra do Krakowa, mimo że naszym pierwotnymi celami był Żywiec, a później Zakopane. Niestety ani jedno, ani drugie nam nie wypaliło :D więc na trzecią opcje wybraliśmy dawną stolicę.

Ruszamy! tylko jeszcze chwilkę...

    Pobudka nie była łatwa. Zebranie się także nie przebiegło bezproblemowo. Wyjazd opóźnił się o kilka godzin. Pojawił się stres czy dojedziemy moją Astrą I z warunkowym przeglądem, mającą tyle lat co ja. 
    Mimo wszystko, z optymistycznym nastawieniem wyjechaliśmy około południa. Autostradą w niecałe dwie godziny dotarliśmy. Ala zdążyła się pouczyć, mi udało się nie zasnąć, także już z pierwszymi sukcesami dumnie zaparkowałem moją limuzynę na parkingu.

Centrum Jana Pawła II i Łagiewniki

    Naszym pierwszym celem stało się Centrum JPII. Była to niedziela, a więc tłumnie. W kilku kaplicach wewnątrz odbywały się nabożeństwa, co uniemożliwiło nam zobaczenia wszystkiego.

Centrum Jana Pawła II

    Kompleks ten robi wrażenie nie tylko swoją wielkością, ale i projektem korytarzy. Jest możliwość wejść na wieżę widokową, oglądnąć wystawy poświęcone naszemu Papieżowi, odpocząć w kawiarni... Tylko sklep z pamiątkami był zamknięty i nie zdobyliśmy pocztówek z tego miejsca :/

Centrum Jana Pawła II

    Te dwa sanktuaria sąsiadują ze sobą. Z jednego do drugiego można przejść ścieżką przez park. Skumulowanie tych dwóch ośrodków tak blisko siebie jest nieczęste, ale na pewno nie przeszkadza to turystom, którzy w krótkim czasie mogą odwiedzić oba bez konieczności przeparkowania samochodu.
Sanktuarium Łagiewniki


    Zwiedzanie miasta

    Naszym drugim punktem wycieczki było zwiedzanie samego Krakowa. Postwarzałem trochę zagrożeń na drodze, ale dojechaliśmy do centrum :D. Słychać było już wystrzały przedwczesnych fajerwerków puszczanych znad Wisły.
Zamek na Wawelu


    Smok Wawelski postanowił zrobić nas w "bambuko" i mimo oczekiwania na zionięcie, ział tylko wtedy gdy zrezygnowani odwracaliśmy się z zamiarem podążenia dalej... 
Nie czekając już na kolejną okazję chcieliśmy wejść na zamek i zobaczyć go od środka. Niestety kolejna niemiła niespodzianka... Chwilę przed naszym przybyciem bramy zostały zamknięte. :/
Zamek na Wawelu


    Zostało nam jeszcze kilka godzin do imprezy, więc mimo niewykonania pierwotnego planu szukaliśmy innych obiektów do zwiedzenia :D. Zobaczyliśmy bramy muzeum archeologicznego, no oczywiście zamknięte... Posłuchaliśmy dołującej pieśni muzyka na ulicy, przeszliśmy się urokliwymi uliczkami starego miasta kierując w stronę galerii Krakowskiej żeby coś przekąsić. Po drodze znaleźliśmy okno papieskie. Brama otwarta, a więc wchodzę... W środku niestety była druga... zamknięta :D. 
Franciszkańska 4


Koncert i fajerwerki których nie było...

    Galeria odwiedzona, a więc czas na gwóźdź programu. Rynek główny, zdjęcia kościoła Mariackiego, przeglądanie straganów w poszukiwaniu ciekawych prezentów dla bliskich. Po dokonaniu zakupów skierowaliśmy się do bramek gdzie ochrona przeszukiwała każdego wchodzącego i w tedy przypomniałem sobie o scyzoryku którego noszę często przy sobie (nawyk z praktyk terenowych). Ala także miała swój... <fajna z nas para :D> Nie chcąc żeby posądzono nas o planowanie masakry odwieźliśmy niepotrzebne rzeczy do samochodu. Przejechaliśmy się tramwajem. Po powrocie weszliśmy bezproblemowo. Ala popozowała w filmikach innych ludzi relacjonujących całe wydarzenie... :D
Koncert Natalii Nykiel


    Blisko północy rozpoczęły się podziękowania dla organizatorów <bla bla bla>, i odliczanie! 10...9...8...[...]1! Hurra! Nowy Rok! Tylko chwila... A gdzie fajerwerki? Tego zdecydowanie nam zabrakło... Fajerwerki były, ale daleko stąd... Widzieliśmy jedynie niewielkie fragmenty :/ . Zawiedliśmy się, ale okey. Kilka minut po północy nastąpił wielki exodus ludzi spod sceny. My również w takim razie wychodzimy starając się nie zabić na masie butelek na ziemi. Ala znowu popozowała do zdjęć obcych ludzi, podostawiała im rogów :D :D. Poszliśmy nad Wisłę, tam był lepszy widok fajerwerków. 


    Zmęczeni, ale i zadowoleni wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Król lewego pasa mimo silnika 1.4. Strach czy samochód się nie rozleci towarzyszył mi na autostradzie. Tak bardzo chciałem w końcu położyć się do łóżka. Pobity czas okrążenia i nieco po ponad godzinie (zdecydowanie szybciej niż w przeciwną stronę) zakończyliśmy nasze odwiedziny Krakowa.




Pocztówki przywiezione z wyprawy:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz